Robert Szarata

Robert Szarata

niedziela, 18 październik 2015 20:45

08.07.2015 Warsztaty kulinarne

niedziela, 18 październik 2015 20:44

01.06.2015 Dzień Dziecka

niedziela, 18 październik 2015 20:43

20.05.2015 Warsztaty z robienia biżuterii

niedziela, 18 październik 2015 20:42

06.05.2015 Kostek z klasą

Tym co wyróżnia „powrót do Nałęczowa” Wiesławy Bancarzewskiej od innych romantycznych opowieści o niespełnionych w życiu kobietach jest miejsce gdzie główna bohaterka udaje się by poszukać upragnionej miłości. Nie są to mazurskie jeziora, podlaskie lasy czy jakaś nadmorska wieś poza sezonem turystycznym. Otóż autorka serwuje głównej bohaterce Annie jak najbardziej realną podróż w czasie, a dokładnie do roku 1932 kiedy to na świecie żyją jeszcze jej krewni. Jak wychodzi autorce ten dość odważny dla co by nie było konserwatywnej konwencji powieści romantycznej zabieg? Całkiem interesująco, choć należy pamiętać że to wciąż klasyczna romantyczna historia w której poszczególne role obsadzone zostały już na starcie. Jeśli przyjmiemy ten fakt do wiadomości otrzymamy całkiem udaną zabawę czytelniczą.

W „Ulicy Marzycieli” Roberta McLiama Wilsona poznajemy paczkę przyjaciół, którzy w mniej lub bardziej udany sposób próbują sobie ułożyć życie w opętanym wojną domową Belfaście. Spośród tej paczki na pierwszy plan wyłaniają się przede wszystkim dwaj kumple: ironista Jake i przedsiębiorczy Misiek, którzy swoim postępowaniem wykazują absurd podziałów panujących w Irlandii. Ta niewielka objętościowa powieść jest dowodem na to, że w każdym zakątku na świecie ludzie chcą po prostu wieść spokojne życie i nie martwić się, że tuż za rogiem może na nich czekać podłożona przez terrorystów bomba. Czasami owe życie nie jest idealne, nie jest pozbawione trosk i zmartwień, ale zawsze będzie miało więcej sensu niż sztucznie wywoływane wojny i konflikty. W „Ulicy Marzycieli” jest jeden zwycięzca w starciu miedzy protestantami i katolikami i jak na wielką opowieść przystało tym zwycięzcą jest oczywiście miłość.

Ostatnimi czasy obrodziło biografiami znanych polskich pisarzy. Na dodatek biografii odważnych – nie bojących się w imię biograficznej szczerości zachwiać wizerunkiem naszych narodowych wieszczów. I podobnie jest z książka „Uparte serce”. Młodziutka dziennikarka z „Tygodnika Powszechnego” wzięła na warsztat krótkie życie Haliny Poświatowskiej i napisała niebywałą rzecz: na wpół biografię, na wpół powieść biograficzną w której życie poetki jakby wyjete z kadru filmowego przeplata się z jej twórczością. Dzięki temu obcujemy nie z podanym „na sucho” życiorysem tylko wręcz uczestniczymy wżyciu poetki. A te, choć krótkie, obfitowało w wiele wzlotów i upadków.

Do grona celebrytów wydających książki o sobie dołączyła ostatnio Halina Kunicka – popularna (zwłaszcza w czasach PRLu) piosenkarka. „Świat nie jest taki zły” ma formę wywiadu-rzeki, w czasie którego bohaterka odsłania kolejne etapy swojego życia: od dzieciństwa, poprzez karierę i małżeństwo z Lucjanem Kydryńskim, po życie dzisiejsze, kiedy już jej estradowa gwiazda nie lśni tak bardzo jak za dawnych czasów. I tu niespodzianka, bo to nie brak blichtru i sławy odczuwa Halina Kunicka najbardziej, ale przede wszystkim pustkę po stracie męża przy którym była aż do samej jego śmierci. Z jednej strony cieszy ten biograficzny wywiad, bo Kunicka nie epatuje w nim swoim „celebryctwem”. Nic nie wskazuje też na to, że z rozmowy wylewa się sztuczność, czy też nadmierna egzaltacja tak często widoczna w tego typu książkach. Z drugiej jednak strony po lekturze książki pozostaje jednak niedosyt - takie poczucie, że nie wszystko w tym wywiadzie zostało powiedziane.

czwartek, 15 październik 2015 12:07

19.06.2015 DKK - Judith W. Taschler - Nauczycielka

Tym razem w czasie Dyskusyjnego Klubu Książki dzieliłyśmy się naszymi wrażeniami z powieści „Nauczycielka”, autorstwa austriackiej pisarki Judith W. Taschler. Ta niepozorna objętościowo książka kryła w sobie tak pokaźny ładunek emocjonalny, że ciężko było oderwać się od lektury. Tym bardziej, że autorka od początku zwodzi swoich czytelników niejednoznacznością postępowania głównych bohaterów. Kiedy wszystko wydaje się oczywiste, a poszczególne wątki zaczynają się w końcu zazębiać otrzymujemy finał który wywraca do góry nogami nasz ogląd na całą sprawę. Nie ma tu jednoznacznie dobrych czy jednoznacznie złych postaci, bo też i cała fabuła nie daje się zamknąć w kleszczach standardowego thrillera. Dla poczynionego zła znajdzie się usprawiedliwienie, a happy end wcale nie musi przynieść odkupienia.