BlogZapowiedzi, relacje, zdjęcia

czwartek, 06 luty 2020 12:43

Cudze chwalicie... #4 Dobra para dla Królowej Nauk - król polskiej matematyki

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Projekt Cudze chwalicie… ciągle trwa. Tym razem zapraszamy do poznania sylwetki “króla” polskiej matematyki. Właśnie tak przez innych naukowców nazywany był Stefan Banach.

Trudne początki  

 

Praktycznie od narodzin życie Stefana Banacha nie było usłane różami. Był nieślubnym dzieckiem żołnierza armii austriackiej i służącej, co na przełomie XIX i XX wieku nie stwarzało wielu możliwości. Nie można więc powiedzieć, że miał dobry start. 

Rodzice matematyka praktycznie się nim nie interesowali. Choć ojciec wspierał finansowo rozwój dziecka, to nie miał najlepszego kontaktu z synem. Matki praktycznie nie znał. Wychowywała go praczka, która otoczyła go serdecznością i opieką. 

 

Szkoła, “półdyplom”, doktorat 

Specjalnych problemów z nauką Stefan Banach nie miał. Nie był może najlepszym uczniem, ale nie należał także do najgorszych. Istnieją źródła informujące o problemach matematyka z dopuszczeniem do matury. Ostatecznie zdał ten egzamin z ogólną oceną “dojrzały”. 

Po maturze Stefan Banach od razu rozpoczął studia. Przez pierwsze cztery lata udało mu się zdać tylko połowę przedmiotów. To pozwoliło mu uzyskać tzw póldyplom. Fakt, iż nie ukończył studiów stwarzał pewne problemy w rozwoju kariery. Na ewentualną asystenturę na uniwersytecie musiał wyrazić zgodę minister. 

Rok 1920 był kolejnym przełomowym rokiem w karierze Stefana Banacha. Wtedy to obronił doktorat. Nie interesował się specjalnie tytułami i stopniami naukowymi.  Trudno było go namówić na pisanie jakiejkolwiek pracy. Swoje rozważania zapisywał na mały kartkach, które następnie składał w jedną całość. Gdy jakiś fragment nie pasował po prostu go wycinał i wklejał nowy. 

W taki sposób ciężko było napisać poważną rozprawę doktorską. Jeszcze trudniejszym zadaniem było zaproszenie Stefana Banacha na egzamin. Aby to zrobić profesorowie uciekli się do podstępu. Zaprosili Stefana Banacha do gabinetu jednego z nich pod pozorem rozmowy nad matematycznymi problemami. Banach niczego nie podejrzewał i odpowiadał na każde zadane mu pytanie. 

Kolejne stopnie kariery osiągnął bardzo szybko. Praktycznie w półtora roku uzyskał habilitację i otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego.  

 

Najlepsze miejsce do dyskusji o matematyce

 

Wyobraź sobie sytuację. Wchodzisz do restauracji. Szybkim rzutem oka skanujesz pomieszczenie w poszukiwaniu wolnego miejsca. W rogu widzisz wolny stolik. Przechodzisz pomiędzy gośćmi i momowolnie przysluchujesz się o czym rozmawiają. Twoją uwagę przykuwa grupa mężczyzn siedzących przy dużym stole. W ciszy rozmyślają nad czymś. Dziwisz się, bo na ich stole nie widzisz jedzenia, picia. Jedynie ołówek leżący na jego skraju. 

Taki obraz mógł towarzyszyć wielu gościom odwiedzającym w latach 20-tych XX wieku Kawiarnie Szkocką we Lwowie. To właśnie tam spotykali się lwowscy matematycy, by rozwiązywać nurtujące ich problemy i wyznaczać kierunki rozwoju Królowej Nauk. 

Był wśród nich Stefan Banach. Stefan Banach, ktory był nieprzeciętnym naukowcem. Wyznaczał kierunki rozwoju Królowej Nauk, ale także zmieniał sposób myślenia o niej. To dzięki niemu rozgłos zyskała Kawiarnia Szkocka. Za jego sprawą stała się rozpoznawalny miejscem nie tylko wśród lwowskich matematyków. Stefan Banach uważał bowiem, że “kawiarnia jest równie dobrym miejscem do matematycznych debat co zacisze gabinetu czy biblioteka, a może nawet lepszym.” [1, s. 8]

Z kilku powodów kawiarnia była dobrym miejscem na spotkania matematyków. Po pierwsze nie obowiązywały tam tak sztywne zasady, jak na uniwersytecie. Każdy miał możliwość zamówienia kawy (lub czegoś mocniejszego), zjedzenia posiłku. Ponadto kawiarnia była otwarta zdecydowanie dłużej niż uniwersytet. Wszystko to miał duże znaczenie ponieważ spotkania matematyków bardzo często przeciągały się w czasie i trwały do wczesnych godzin rannych. 

Nie zawsze podobało się to obsłudze kawiarni. Nie tylko ze względu na fakt pracy w nadgodzinach. Innym, ważniejszym dla obsługi powodem, był stan, w jakim naukowcy zostawiali miejsce. Nie chodzi o bałagan, a raczej o liczne zapiski, które pozostawały po ich wizytach. Blaty stołów, siedziska krzeseł służyły za tablice. Z jednej strony stwarzało to wiele możliwości. Każdy siedzący przy stole widział tok rozumowania i kolejne etapy rozwiązywania problemu. Z drugiej jednak strony brak czasu na zapisywanie rozważań na kartkach sprawił, że niektóre dowody matematyczne zniknęły bezpowrotnie. 

 

Rozważania przy stole matematycznym - ostatnie lata życia Stefana Banacha  

 

Schyłek życia wybitnego polskiego matematyk również nie należał do najszczęśliwszych. Związane to było nie tylko z faktem, iż przypadły na lata II Wojny Światowej, ale przede wszystkim z “pracą”, jaką podjął w trakcie walk. Pracą, która nie była przyjemnym zajęciem, ale dawał coś, co w trakcie wojny jest najważniejsze - poczucie względnego bezpieczeństwa.  

Stefan Banach wraz z kilkoma innymi polskimi naukowcami w czasie wojny pracował w laboratorium profesora Rudolfa Weigla. Profesor Weigl był ekspertem i głównym przedstawicielem badań nad tyfusem plamistym. W jego laboratorium wielu “ochotników” zatrudniano jako karmicieli wszy. 

Ze względu na fakt, iż profesor Weigl pracował dla niemieckiego wojska współpraca z nim dawała bezpieczeństwo w trakcie wojny. Chroniła przed łapankami, sądem, śmiercią. 

Stefana Banach zmarł w sierpniu 1945 r. 

 

[1] Urbanek M., Genialni. Lwowska szkoła matematyczna, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa, 2014

Czytany 45 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 10 luty 2020 12:53

Newsletter

Podając emaila wyrażasz zgodę na otrzymywania informacji drogą elektroniczną o nowościach książkowych, spotkaniach autorskich oraz wydarzeniach organizowanych przez Bibliotekę Publiczną w Solcu Kujawskim, przy ul.23 Stycznia 9 oraz jej partnerom. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje Ci prawo dostępu do swoich danych, ich poprawienia, lub usunięcia.



Kto jest online

Odwiedza nas 17 gości oraz 0 użytkowników.